Kamieński Portal Informacyjny
Podejmij wyzwanie! Trwa zbiórka #kilometrydlaJasia! Wyścig z czasem trwa!

Podejmij wyzwanie! Trwa zbiórka #kilometrydlaJasia! Wyścig z czasem trwa!

Janek Stawicki ma 9 lat i potrzebuje naszej pomocy. #KilometrydlaJasia to inicjatywa społeczności lokalnej z Wysokiej Kamieńskiej. Ponieważ mamy bardzo mało czasu na uzbieranie kwoty ratującej życie Jasia, postanowiliśmy rzucić Wam wyzwanie. Tak proste, a może zdziałać Cuda. Wystarczy, że wyjdziesz z domu włączysz aplikację sportową, która zmierzy twoją odległość i pokonasz Ją w dowolnej formie, biegnąc, jeżdżąc, chodząc, pływając itd.

Musisz pokonać minimum 1 KM, każdy km to 10 zł. do skarbonki #kilometrydlaJasia. Nominuj 3 osoby i niech Twoi znajomi też pomagają. Opublikuj później swoje Km na FB Wysoka Kamieńska https://www.facebook.com/profile.php?id=1000122860 09374 Pamiętaj że dobro powraca ze zdwojoną siłą!

Zbiórka prowadzona jest za pośrednictwem portalu siepomaga.pl:

www.siepomaga.pl/kilometrydlaJasia

Sytuacja jest dramatyczna! Wszystkie dotychczasowe metody leczenia zawiodły! 3 linie leczenia chemią, okazały się niewystarczające! Jest tylko jedna możliwość, by uratować życie Janka – by ją wykorzystać potrzeba niemal 1,5 miliona złotych, a czasu mamy bardzo mało! Najpóźniej za miesiąc musimy rozpocząć terapię ostatniej szansy, CAR – T, Jeśli się nie uda, Jaś będzie miał tylko 5% szans na przeżycie!

LICYTACJE DLA JASIA: https://www.facebook.com/groups/3970704646279652/

Był 20 maja 2020 roku – to wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułam, że się boję, boję się o życie mojego synka… Ostra białaczka limfoblastyczna – słowa lekarza brzmiały jak wyrok, od którego odwołanie jest prawie niemożliwe… 

Wiedziałam, że na każdym etapie walki będę przy moim dziecku, będę go wspierać moją obecnością i miłością, bo tylko to mogę dla niego zrobić, reszta jest w rękach lekarzy… Od samego początku chciałam wierzyć w to, że tę śmiertelnie niebezpieczną chorobę da się pokonać, a Janek da radę wyzdrowieć… Niestety…

Leczenie z mnóstwem skutków ubocznych, po raz kolejny bolesne zastrzyki,  kalendarz na ścianie odliczający, ile ich jeszcze zostało. Czas w szpitalu zdawał się być wiecznością, mój Jasiek pytający codziennie kiedy do domu. A tu zamiast wypisu leczenie sepsy, jednej, drugiej… 

Trudna ta wojna, ale zaciskaliśmy zęby, walczyliśmy, bo pokonanie białaczki zdawało się być bliżej z każdą chemią płynącą do żyły mojego syna, przecież damy radę!

Wrzesień 2020 i kolejny cios – okazało się, że trwająca wiele dni gorączka, okropny ból całego ciała i osłabienie to objawy wznowy białaczki… Dotychczasowe leczenie przestało działać. Janek zaczął nowy protokół chemioterapii z nadzieją, że będzie lepiej. Rozpoczęły się kolejne tygodnie leczenia… Widok mojego dziecka, które stoi w drzwiach i błagającym głosem pyta lekarzy, kiedy będzie mógł wyjść z sali, chociaż na korytarz, chociaż się pobawić z dziećmi…

Kontrolne badanie szpiku – niestety, bez najmniejszej poprawy. Nic to, idziemy dalej, nie ma wyjścia! Lekarze ściągnęli nowoczesny lek, który w części przypadków bardzo opornej białaczki czyni cuda. Jasiu podłączony był do kroplówki z lekiem równo przez miesiąc bez żadnej przerwy – oboje wpatrywaliśmy się w ten worek z nadzieją, że – choć szkodzi teraz – pozwoli wyzdrowieć… Choć w zasadzie Jasiu mało się wpatruje w cokolwiek – większość dnia przesypia, jest tak osłabiony.

I znowu punkcja szpiku, i znowu pełna nadziei czekałam na informację od lekarza, ale on znowu nie miał dobrych wieści – wredny przeciwnik się nie poddaje, nadal mieszka w szpiku mojego synka, ani mu się zdaje wynosić. Leczenie III linii zawiodło!

Poniżej to coś, co zagnieździło się w jego szpiku. To obraz ostrej białaczki limfoblastycznej, którą dziś w zdecydowanej większości przypadków można skutecznie wyleczyć. Ale nie u Janka. Mimo intensywnej terapii choroba na bardzo wczesnym etapie wróciła. Podano chemioterapię tzw. 2-giej linii, po której niestety choroba nabrała rozpędu. Z tego powodu Jankowi podano nowoczesny lek, który w części przypadków opornej białaczki potrafi czynić cuda. Jednak nie tym razem. Lek nie spowodował oczekiwanej remisji, a zdjęcie szpiku prezentowane poniżej jest preparatem Janka po tej terapii i dla znawców mówi, że w szpiku jest >90% komórek nowotworowych. Jedyne co nam pozostało to terapia CAR-T cell.

Jednak ja nadal żyję nadzieją, wierzę, że się uda i go wygonimy! Światełko w tunelu to terapia CAR-T cell. W skrócie – trzeba tak genetycznie zmodyfikować komórki odpornościowe Janka, by same zaczęły zabijać nowotwór. Ta metoda leczenia to ostatnia nadzieja na ratunek, pomogła wielu dzieciom, a ja wierzę, pomoże także mojemu Jaśkowi.

Jest jedno „ale”: to leczenie jest koszmarnie drogie, niefinansowane przez NFZ w żadnym stopniu. Usłyszałam od lekarzy, że mamy miesiąc na uzbieranie pełnej kwoty… Inaczej… nie chcę nawet myśleć, co będzie inaczej. 
Przecież to niewyobrażalna suma! Mimo tego nie pozwolę, żeby brak pieniędzy przekreślił życie mojego Jasia, mojego jedynego synka… 
Każda złotówka jest dla nas na wagę czegoś więcej niż złota – na wagę życia mojego dziecka! Proszę, pomóż mi go ratować!

Rozalia – mama Jasia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.